poniedziałek, 7 stycznia 2013

2. (298)

Dreszcze. Dreszcze podrażniają moje plecy i ręce, biegną po moim ciele, od bieguna do bieguna, od skraju do skraju, od sekundy do sekundy. Drażnię swoje nerwy dźwiękami i zlewam się ze słowami. Zamykam oczy. Boli mnie. Zawsze boli. Tak naprawdę wystarczy tylko zetrzeć uśmiech z twarzy, pozwolić powiekom opaść z lekkością i nagle poczuć, że gdzieś tam wewnątrz zawsze coś krwawi, a beztroski "bezból" jest złudzeniem, przykryciem ran grubą warstwą brudu życia.
Chciałam kiedyś wyrwać z siebie każdą cząstkę, każdy atom cierpienia, zaszufladkować go w cieniu - zapomnieć. Nie mogę. Nie wolno mi zapomnieć. Bo kto, jak nie ja, pozbiera wszystkie gorsze i bardziej gorsze wspomnienia, by zamknąć je w sobie i powoli, ostrożnie, z lękiem?, celebrować? Kto, jak nie ja, odliczał będzie dni do końca rozdziałów, zrywał kartki z szarego kalendarza i patrzył na cyfry gęsiego idące? Kto, jak nie ja, przeżyje to wszystko, przeżyje, półsnem i jawą, drżąc na myśl o przegranej? Nie wolno mi zapomnieć. Nie tak. Nie w ten sposób. Mam w głowie żmiję szepcącą baśnie o życiu bez wspomnień i marzeń, mechanicznym wdychaniu powietrza i przyjemnej pustce emocjonalnej. Mam żmiję w głowie i jest moją imienniczką, przypadek?
Łzy. Łzy łaskoczą moje policzki, wargi, kapią beztrosko i radośnie na ziemię, choć wcale nie jest mi do śmiechu. Bronię się. Zacieram ślady po emocjach, zakopuję w sobie wszelkie poszlaki. Zakryję oczy tasiemką szklanej euforii, usta zszyję nicią ciszy i jakoś to przetrwam, naprawdę. Zacisnę pięści chowane w kieszeni, aż paznokcie przebiją skórę, poczuję dawną tradycję, poczuję ulgę, będę dreptała z kunsztem po przeszłości od nowa, aż wysączy się ze mnie pragnienie miłości.
Powiem Ci coś, tak zupełnie w sekrecie. Karcę się za każdorazowe oznaki człowieczeństwa. Hipnotyzuję zmęczony wzrok rozbieganych, bezradnych źrenic historią o tym, jak gniję na śmietnikach ludzkich serc. Transplantuję myśli na świeższe, inne nowe. Jednocześnie tak bardzo wmówić sobie chcę, że niekoniecznym zjawiskiem jest dla mnie miłość i będę hasać po parterach życia bez-emocjonalna, pusta.
Kłamca?
Nie. Cichy grabarz zimową porą, ubrany na czarno, szkaradny.
Kłamca?
Nie. Pijana psychopatka trująca się arszenikiem i białym fosforem zdrapanym z zapałki.
Kłamca?
Nie. Współczujący lekarz, wykonujący na emocjach eutanazję.
Kłamca?
...
Kłamca.



We faded faster than the speed of light
Took our chance, crashed and burned
No we'll never ever learn.


post pisany przy utworze:
30 Seconds to Mars - Alibi

1 komentarz:

  1. Czytając Twój blog czuję się jakbyś pisała o mnie...

    OdpowiedzUsuń

Komentarze naruszające godność i prawa człowieka, obraźliwe i spam nie będą akceptowane. Za każdą literkę, wyraz i zdanie dziękuję z całego serca i czekam na Twoją opinię. Nie bój się! Napisz coś, niech Twoje słowa przyniosą mi nieco uśmiechu ;)