wtorek, 15 maja 2012

8. (253)

Pozwól mi położyć się dziś nieco wcześniej. Łyknąć ciszę, zakopać pod grudami kołdry i obudzić się może jutro, za rok, za dwa, nigdy. Pozwól mi spać, topić się w strukturach włókien, zaplątywać się w poduszki i gubić oddech, zostawiać go na ziemi jak upadłego listka. Zgaś wszystkie światła, zamknij drzwi mocno, klucz schowaj do kwiatka, zostaw. Nie rusz mnie, nie teraz. Czy mama Ci nie mówiła, że brudnych szmat się nie dotyka?
Noc utknęła nad suchym szmerem prześcieradła. Cały ten wszechświat gubi mi się w oczach. Patrzę tępo w sufit, próbując wyliczyć, jak małą częścią życia jestem, jak nikłym ułamkiem w obliczu świata. Okruchem na stole, mrówką w trawie, wirującą drobinką kurzu w powietrzu, zauważaną tylko przy odpowiednim świetle. Czy aby na pewno aż tyle? A co, jeśli mam narysowane na twarzy bujne zero? Czy nadal będziesz mówił mi "cześć" po drodze? Czy jeszcze się ktoś do mnie kiedyś uśmiechnie? Ignorancja. Lęk. Ucieczka. Nazwałam swoje życie bardzo w skrócie, pobieżnie.
Jestem synonimem najgłębszego punktu w studni.
Jestem najmniejszą liczbą naturalną.
Jestem powietrzem, w którym nikogo nie ma.
Idź już. Nie każ mi pokazywać swoją najlepszą stronę, skoro sama nawet nie wiem, czy ona istnieje. Zostaw mnie i daj tu spać. Nieważne, ile, nieważne, jak, tylko ciszą, ciszą, leczyć chcę się ciszą.
Nie ma tlenu. Gdzie jest tlen?
Ile myśli, ile gorzkich myśli w okolicach czaszki, ile przeraźliwych myśli, których nie da się wyrwać, których nie potrafię ujarzmić, zniszczyć, stłamsić. Nie działa siekiera, ani nawet kwas w pigułce, ani rozżarzone oczy główek od zapałek. Nie ma ulgi. Nie ma błogości w źrenicach. Czyżby wszystkie moje sposoby umierania stały się powodem do życia? Noc urywa mi znów głowę.
Ale idź już. Zostaw mnie tu samą, nawet na zimnej podłodze. Nie chcę, by ktokolwiek patrzył. By ktoś widział i zrozumiał. Lepiej się wcale do mnie nie przywiązuj. Zbyt bardzo będziesz cierpieć, gdy się wplączę między kable, wywołam zwarcie, spłynę po drutach. Nie patrz. Zostaw śmieci, kiedyś się rozłożą. Niech na moich błędach rośnie nowe żniwo.


Nie usnę bez małej, okrągłej kołysanki. Nie dziś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze naruszające godność i prawa człowieka, obraźliwe i spam nie będą akceptowane. Za każdą literkę, wyraz i zdanie dziękuję z całego serca i czekam na Twoją opinię. Nie bój się! Napisz coś, niech Twoje słowa przyniosą mi nieco uśmiechu ;)